«

»

maj 18 2012

Być człowiekiem i umrzeć. Andrew Martin

Fragment eseju Samobójstwa literackie

Być człowiekiem i umrzeć. Andrew Martin

 

         Opowiem wam o robocie Andrew Martinie z niezwykle wzruszającej (sfilmowanej zresztą) powieści dwojga autorów: Isaaca Asimova i Roberta Silverberga pt. Pozytronowy człowiek.

            Andrew został stworzony przez naukowców w dobie szybko rozwijającej się technologii. Miał on stanowić dowód na możliwość skonstruowania przez człowieka maszyny posiadającej sztuczną inteligencję. Eksperyment udaje się i Andrew trafia do powszechnie szanowanej rodziny Martinów. Początkowo nazywa się NDR-113, ale za sprawą młodszej z córek pana domu zostaje ochrzczony imieniem Andrew, a niedługo potem jest traktowany jako członek rodziny, co pozwala mu również na posługiwanie się ich nazwiskiem jako własnym. Sprowadzono go, aby pomagał w pracach domowych, pełnił funkcje służącego oraz opiekuna córek pana Martina. Zgodnie z tym jak go zaprogramowano starał się wszystko wykonywać sumiennie, niemniej jednak coraz częściej dochodziła do głosu jego nieustannie rozwijająca się osobowość, która szybko objawiła znamiona indywidualności, a więc czegoś, co wyróżnia każdego człowieka spośród innych. Andrew objawił zdolność nie tylko do uczenia się nowych rzeczy, ale także do tworzenia (pisał, rzeźbił w drewnie), a nawet, co wszystkich zdziwiło najbardziej, do odczuwania stanów emocjonalnych i nastrojów.

           Pan Martin zaniepokoił się tym na początku i udał się do korporacji po wyjaśnienia, ale kiedy powiedziano mu, że jako niezadowolony klient może domagać się skorygowania oprogramowania Andrew tak, żeby nie wykazywał on już tych niewątpliwie ludzkich zachowań, Gerald Martin postanowił zapobiec temu. Był człowiekiem światłym i otwartym na rzeczy niewiarygodne czy też pozornie dziwne. Zdecydował, że Andrew musi pozostać taki, jaki jest. Wiązało się to jednak w późniejszym okresie z zaakceptowaniem konsekwencji tego posunięcia. Andrew dużo czytał, rozmawiał z ludźmi, przyjaźnił się z młodszą córką Martinów Amandą i nieustannie się rozwijał. W końcu przyszedł czas, kiedy zdał sobie sprawę, że wbrew zewnętrznej powłoce w istocie jest człowiekiem. Pociągnęło to za sobą masę rewolucyjnych posunięć trudnych do przełknięcia dla całego otoczenia.

            Otóż robot zaczął niechętnie odnosić się do nazywania go robotem, zapragnął nosić ubrania, ponieważ poczuł się nagi, poprosił swego pana o nadanie mu statusu wolnego, chciał pracować i być niezależny, wreszcie zoperował się, aby jak najbardziej przypominać człowieka i wystąpił o oficjalne uznanie go za istotę ludzką. Na każdym kroku jednak spotykał się z mnóstwem ograniczeń i uprzedzeń, wciąż ktoś przypominał mu, że roboty nie mają w zwyczaju robić tego czy owego. Nie mogą mieć własnych poglądów, nie mogą mieć czegoś na własność, nie do pomyślenia jest, żeby otrzymywały wynagrodzenie za swoją pracę, a tym bardziej, aby były wolne, żyły same dla siebie nie służąc nikomu[1]. No i oczywiście roboty nie mogą kochać i być kochane.

            Andrew sam zdawał sobie sprawę z tego, że stanowi niewygodne dla wszystkich odstępstwo od normy, kiedy mówił: ”mam ludzkie uczucia, które zamknięte są w umyśle robota. To jednak nie czyni mnie człowiekiem, lecz nieszczęśliwym robotem.” Ogrom jego nieszczęścia jest dla nas ludzi niewyobrażalny, gdyż był on samotny niejako podwójnie. Stał gdzieś pośrodku nie przynależąc ani do robotów ani do ludzi, innymi słowy nie było drugiego takiego robota jak on, ani tym bardziej mającego podobne rozterki człowieka. Był w dosłownym tego słowa znaczeniu outsiderem, ponieważ nie mógł zaliczać się do żadnej ze znanych grup społecznych, jednocześnie mając przecież rozwiniętą samoświadomość, nie postrzegał siebie jako maszyny, lecz jako czującą i myślącą istotę, której najbliżej do człowieka, bo przecież nie do zwierzęcia, które samoświadomości nie posiada.

            Dlatego też będąc istotą o dużym intelekcie, zdolną do posługiwania się pojęciami abstrakcyjnymi, zrozumiał w końcu na czym tak naprawdę polegała jego odmienność od ludzi i dlaczego tak długo, pomimo jego usilnych starań utożsamienia się z nimi na wszelkich poziomach, odmawiali mu człowieczeństwa. W rozmowie z Li-hsing, przewodniczącą Legislatury, która zajmował się sprawą od strony prawnej zwierzył się: „mój mózg (…) teoretycznie jest nieśmiertelny. Czyż właśnie to nie różni mnie zasadniczo od człowieka. Istoty ludzkie mogą tolerować nieśmiertelność robotów, ponieważ jest oczywiste, że maszyny mogą funkcjonować bardzo długo. Nikogo to nie przeraża. Ale nigdy nie będą w stanie zaakceptować nieśmiertelnej istoty ludzkiej. Mogą pogodzić się ze swoją śmiertelnością tylko dlatego, iż wiedzą, że jest ona powszechna… że dotyczy wszystkich ludzi bez wyjątku. A gdyby tylko jedna osoba wyłamała się i stała wyjątkiem, cała reszta postrzegałaby to jako głęboką niesprawiedliwość. I z tego właśnie powodu (…) odmawiają mi człowieczeństwa. (…) Wybór, którego dokonałem, to wybór miedzy śmiercią mego ciała a śmiercią moich pragnień i dążeń. (…) wolę umrzeć jako człowiek, niż żyć wiecznie jako robot.

            Śmierć Andrew była możliwa dzięki temu, iż poddał się on zabiegowi, który czynił jego mózg nieodpornym na degradujące właściwości procesów metabolicznych rozgrywających się w jego ciele. Dzięki temu Andrew, już dwustuletni, zaczął w końcu wykazywać objawy procesu starzenia się i utraty sił witalnych.

            Nasz niezwykły bohater poniósł najwyższą cenę, aby zrealizować swe niedoścignione marzenie i udowodnić swoje człowieczeństwo. To niepojęte, że my ludzie nie doceniamy swych rozlicznych niedoskonałości i ograniczeń wynikających z naszej natury, z naszej błogosławionej fizjologii, on zaś pragnął tego jak najwyższego dobrodziejstwa. Chciał tak jak człowiek popełniać ludzkie błędy, wybyć się bezdusznej precyzji maszyny. Chciał starzeć się, odczuwać fizyczny ból, czuć skórą dotyk drugiego człowieka, a w końcu – umrzeć. Kogo byłoby stać na taki krok? Wiedząc, że jest się nieśmiertelnym niejako „z natury”, zadać sobie śmierć z premedytacją, sprzeciwić się naturze robota, by pozostać wiernym naturze człowieka. Wyjście znów paradoksalne: umrzeć, aby udowodnić, że było się żywym, że żyło się naprawdę…

———————

                                            
Ilustracja: Bez tytułu – Ciruelo Cabral. Mamy tu sytuację jak z baśni Andresena. Wstrząsający obraz uświadamiający nam, że możemy kogoś zabić nawet o tym nie wiedząc, że na żywe, czujące stworzenie możemy się natknąć w miejscu lub w przedmiocie, po którym się tego w ogóle nie spodziewamy. Może to być igła, imbryk czy niezapomniani Pasterka i Kominiarczyk. Gasnąca dusza w szklanych oczach mówi o śmierci więcej niż najbardziej wyszukane słowa…


[1]     Przez stulecia tak właśnie wyglądała sytuacja kobiet, które uważane były za podrzędny, ubezwłasnowolniony typ człowieka nie mający praw i nie mogący samostanowić o swoim życiu. Dziś, w dobie III fali feminizmu, to wszystko  wydaje się być bajką, ale kiedyś było normą, niestety…

 

——————————————–

TG Facebook Comments

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Plugin from the creators ofBrindes :: More at PlulzWordpress Plugins
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • Nasza Klasa
  • Grono
  • Blip
  • Twitter
  • YouTube