«

»

sty 15 2012

Bądź Bogiem: stwórz siebie

Kiedy myślę o swojej przeszłości, o tym ile szans straciłam z powodu swojej niepewności i niewiary w siebie, strachu przed ludźmi – to jest mi żal tego straconego czasu, tych wszystkich słodkich magdalenek, które mogłam smakować, a które zaprzepaściłam.

Ale z drugiej strony wiem, że wszystkie moje liczne błędy były po coś, miały swoje głębokie znaczenie, swoją treść; bowiem z perspektywy czasu widzę, że drobne, błahe przypadki potrafią doprowadzić do wielkich przełomów. Religia nigdy nie odgrywała w moim życiu wielkiej roli, ale jest coś, w co jednak wierzę. Wierzę w przeznaczenie, bo wielokrotnie już odczułam w swoim życiu jego moc. I chociaż wiem, że kłóci się to – przynajmniej na pozór – z drugą rzeczą, w którą głęboko wierzę – w możliwość kreowania swojego życia, to jednak czuję bardzo mocno, że w jakiś tajemniczy sposób te dwa zjawiska ze sobą współgrają, choć nie potrafiłabym wyjaśnić logicznie dlaczego.

Jestem osobna. Jak kot chadzam własnymi ścieżkami. Jednocześnie wciąż szukam ludzi, choć odrobinę podobnych do mnie, mimo, że zdaję sobie sprawę, że znalezienie ich to utopia. Ale myślę, że człowiek, nawet nie przyznając się do tego, całe swoje życie goni za jakimś utopiami. I niektóre z nich się urzeczywistniają.

Jestem osobna, choć w moim życiu są ludzie wpisani we mnie na stałe, ludzie, których nie sposób zapomnieć. Jednak nadal, mimo to – jestem osobna, boleśnie pojedyncza. W mojej wizji świata każdy dusi się pod własnym szklanym kloszem i nigdy do końca nie zbliży się do drugiego… I żadne elektrowstrząsy nie wyleczą duszy Esther z raka melancholii…

Jestem osobna. Drażnią mnie wszelkie zorganizowane wspólnoty, zwłaszcza religijne. Nie potrafię zrozumieć ludzi, którzy zabijają swoją indywidualność, rezygnują ze wyrazistego,  mocnego „ja” na rzecz jakiegoś mglistego „my”.

Wewnętrzna samotność outsidera jest przekleństwem. Ale jest też wielkim darem, skarbem, bowiem poczucia, że dobrze mi samej ze sobą, że się ze sobą nie nudzę – nie zamieniłabym nigdy na poczucie solidarności grupowej. Grupa wprawdzie daje siłę, ale zawsze dąży do unifikacji swoich członków. A ludzie godzą się na to z lęku przede odrzuceniem. Tymczasem najzdrowszy jest balans pomiędzy byciem ze sobą a byciem z innymi, ale potrafią to nieliczni, silne osobowości będące panem same dla siebie, „nadludzie” Nietzschego.

Marzenia są po to, aby je rwać z krzaka jak czerwone truskawki, zajadać się nimi i leżeć potem rozkoszując się pełnym brzuchem – aż do następnego głodu! Poczucie sprawstwa i kontroli nad swoim życiem, kreowania najlepszej wersji siebie jest tym czymś, co odróżnia Panów od Niewolników, ale wolność nie jest dla wszystkich, bo wolność to przede wszystkim odpowiedzialność za konsekwencje swoich działań.

Wolność to odwaga autorefleksji i myślenia o świecie. Wolność jest niezwykle trudna i bolesna, a ceną za nią jest często samotność.  Ale tylko taki sposób życia ma dla mnie sens. Odwaga łamania mieszczańskich norm Anais Nin, determinacja i bezkompromisowość Stanisławy Przybyszewskiej, gorzka mądrość Sylvii Plath i pesymizm Virginii Woolf.

Ja jako Bóg. Będę Bogiem własnego życia.

Ty też możesz nim być. O ile się odważysz…

TG Facebook Comments

You are not authorized to see this part
Please, insert a valid App IDotherwise your plugin won't work.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Plugin from the creators ofBrindes :: More at PlulzWordpress Plugins
  • Facebook
  • GoldenLine
  • LinkedIn
  • Nasza Klasa
  • Grono
  • Blip
  • Twitter
  • YouTube